Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozum. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2015

sprawy ważne

Czy stałeś kiedyś oko w oko ze strachem, tak ogromnym, że paraliżował całe Twoje ciało? Przed prawdą, która miała obrócić Twoje życie o 180°?
Życie wymaga od nas podejmowania decyzji, ale co jeśli któraś z nich, podjęta świadomie, miałaby obrócić je do góry nogami. Czy to normalne tak je wywracać na własne życzenie?
Nigdy nie ma czasu idealnego, wystarczającej ilości pieniędzy czy braku obaw. Dobry czas jest wtedy gdy zaczynasz myśleć i działać świadomie.
Niestety często jest więcej pytań niż odpowiedzi, pojawia się strach, wątpliwości, strach, obawy, a mimo to, gdzieś w środku czujesz, że jest to tym czego pragniesz najbardziej na świecie. Zliczasz minusy i plusy, pojawia się zagubienie i myśl "niech to już się stanie", "nie chcę podejmować decyzji", "mogłoby to wyjść samo z siebie", "niech mi ktoś powie co mam robić". No cóż, nic nie dzieje się samo z siebie i niby kiedy chcesz zacząć podejmować własne decyzje?
Są takie sprawy, o których nie można pogadać z nikim, ale są to najczęściej decyzje, które trzeba podjąć samemu. Muszą być tylko i wyłącznie Twoje.
Myślisz sobie wtedy: wdech i wydech maleńka, jak będziesz pewna to postanowisz. Możliwe, ale czy w tym świecie możemy być pewni czegokolwiek?
Wpajają nam, żeby przestać się bać, ale jak to zrobić kiedy wszystko mi mówi, że nic już nie będzie takie samo, że wszystko się zmieni. I nagle zostajesz sama jak palec ze swoimi myślami, a raczej chaosem, który powinien nimi być, a jedyne co nasuwa Ci się na myśl to to,że chyba zwariowałaś. Świadomie chcesz wejść w najtrudniejszą życiową rolę, zdecydowanie zwariowałaś. Z drugiej strony, wariatki też wiedzą co czują i czego pragną skrycie w głębi serca. Wiem czego chcę.
To kolejna ze spraw, z która trzeba się przespać, żeby kolejnego dnia spojrzeć na nią pod innym kątem. Tak więc, dobranoc.




Post powstał tylko i wyłącznie dlatego, że musiałam przelać gdzieś trochę myśli. 
Jednak jeżeli ktoś z Was również stoi przed podjęciem trudnej decyzji, to proszę podzielcie się w komentarzach :)








Madame Cogito

wtorek, 24 marca 2015

nadal śmiertelni

Dlaczego często tak kurczowo trzymamy się spraw, które nie dają nam szczęścia, a co więcej takiej wewnętrznej satysfakcji. Zbyt często żyjemy przeszłością, jak tonący brzytwy, chwytamy się momentów, które nas uszczęśliwiały i nie zauważamy, że to już nigdy nie wróci.
Coś się kończy, coś zaczyna. Prosta kolej rzeczy.
Nie twierdzę, że dobrym wyjściem jest wszystko wymieniać na nowe, ale są rzeczy, których po prostu nie da się naprawić. Po chwiejnej spróchniałej drabinie raczej ciężko wspiąć się na szczyt.
Lubimy mieć kogoś, kto jest tylko dla nas, lubimy posiadać. Taki ludzki urok. Jednak chorą obsesją jest chęć posiadania kogoś na wyłączność.
Związek to nie tabliczka nakazów i zakazów jak w więzieniu, jak to kiedyś powiedział mój kumpel Dawidkayo. Zadziwiające jest, że jesteśmy gotowi kłamać, a nawet stracić przyjaciół byle by być z osobą, która nas do tego zmusza. W sumie zamiast słowa "zadziwiające" powinnam użyć "smutne".
I jaki sens do cholery ma związek, który opiera się na kłamstwie? Odpowiedzieć musisz sobie sam.
Radzę jednak wcześnie, bo szkoda życia, nadal jesteśmy śmiertelni.






HYBRYD



Madame Cogito
xoxo

czwartek, 8 stycznia 2015

jedno życzenie

    Czy zastanawiałeś się kiedyś co byś zrobił gdybyś mógł cofnąć czas?
Prawdopodobnie 95% ludzi ukrywa coś co gdyby wyszło na jaw zrujnowałoby ich życie. Możliwe.
Według mnie większość ludzi ukrywa coś, zataja przed samym sobą lub ma wyrzuty sumienia przez coś co się zdarzyło, coś czego najprawdopodobniej nigdy nie chcieliśmy. Bolą nas pewne rzeczy, które gdyby nigdy nie zaistniały to może nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Większość pewnie myśli ze lepiej. Możliwe.
    A gdyby przyjąć, że wszystko co zrobiliśmy, co ktoś nam zrobił, co wydarzyło się w naszym życiu miało po prostu zaistnieć? Gdyby przyjąć że tak się musiało wydarzyć?
Sumienie troszkę by odpoczęło. Muszę zaznaczyć, że jest to chyba jedyna prawda, bo kim byśmy byli teraz bez naszej przeszłości?
Jakakolwiek by ona nie była. Zawsze dostajemy druga szanse. Niekoniecznie od kogoś, znajomości które się urwały musiały się skończyć, aby mogły zacząć się nowe. Warto jednak pamiętać, że każda z nich wnosi coś do naszego życia, kształtuje nasz charakter. I właśnie to jest podstawa. 
    Wszystko co dzieje się teraz i co stało się w naszej przeszłości wykreowało nas, zbudowało, wlało w nasze umysły nowe poglądy, niekiedy fundamenty naszego teraźniejszego spojrzenia na świat. Doświadczenie zbudowało człowieka jakim teraz jesteśmy.
    Każdy z nas popełnia błędy, ale jak to się mówi równowaga w przyrodzie musi być, więc dostajemy drugą szansę i możliwość nauczenia się na nich. Należy jednak pamiętać, że popełniając je dwa razy, nie mamy nawet prawa do pretensji #Bisz.
    Więc muszę zadać pytanie ponownie, czy jest cokolwiek co chciałbyś zmienić/ naprawić/ czego chciałbyś uniknąć gdybyś mógł?
Kiedyś myślałam, że pewnie bym coś zmieniła. No halo, dostać taką szansę i nie skorzystać? Tylko głupiec by tego nie zrobił (uwielbiam ironię).
Otóż może jestem głupcem, ale nic bym nie zmieniła. Wszystko dlatego, ze poprzez to co przeżyłam stałam się lepszym człowiekiem. Bardziej wrażliwym, czułym. Kiedyś się śmiałam, że mając zamarznięte serce nie można nic czuć, ale kiedy ogrzano moje serduszko zaczęło płonąć, dając tyle ciepła jak nigdy wcześniej, więc zaczęłam czuć ze zdwojoną siłą.
Wykorzystałam drugą szansę.
I żeby na koniec było miło:
Nic bym nie zmieniła, bo mogłabym nie poznać Ciebie. W sumie idealnie będzie tu zacytować, ze jesteś lekiem na cale zło.
Życie lubi zaskakiwać.
Nie zmieniłabym nic, nawet rzeczy które sprawiły mi kiedyś ból, bo to mnie ukształtowało, a Ty poznałeś człowieka, kobietę, która była godna byś się w niej zakochał. Nie chcę niczego więcej, czuję się jakbym wygrała na loterii, jakie to szczęście, że jesteś.
    Doceniajmy wszystko co mamy, ból jest chwilowy. Wiadomo że łatwo powiedzieć/ tudzież napisać, jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Należna nagroda przyjdzie z czasem.






Madame Cogito
xoxo

piątek, 21 listopada 2014

wszystko do nas wraca

Na wstępie dla wszystkich leniuszków, którym nie chce się czytać, przyjemna dla ucha nauka:


    Mama chyba od zawsze wpajała mi podświadomie do głowy, że karma wraca, chociaż kiedyś nie potrafiłam tego zrozumieć. Po latach mogę śmiało stwierdzić, ze najlepszą nauką jest praktyka, niekoniecznie najszybszą. To nauka na własnych błędach daje najlepsze rezultaty. Moja mama mi mówiła, żebym zawsze była taka jakbym chciała, żeby inni byli dla mnie, żebym niosła dobro, bo ono kiedyś do mnie wróci. Przez długi okres czasu uważałam, że to brednie, bo nie potrafiłam dostrzec żadnego dobra na swoim horyzoncie, co więcej przez swoją ignorancję sama działałam źle.
    Ludzie chcieliby mieć wszystko na teraz, już, wszyscy w gorącej wodzie kąpani, w ciągłym pośpiechu, w gonitwie bez końca. Na własne życzenie chcemy zrobić z życia jakieś cholerne targowisko, dajesz ser - dostajesz mleko, pędzikiem, albo kasę samoobsługową, płacisz - odbierasz, trwa to co najwyżej 2 minuty.
Po pierwsze. Nie oczekuj, że dobro przyjdzie do Ciebie jak Święty Mikołaj, dorośnij.
Po drugie. Spiesz się powoli #Grubson
Po trzecie. Działanie z odgórnym założeniem otrzymania korzyści zabij już na starcie, tylko prawdziwie wkładając w coś serce, otrzymasz prawdziwe dobro, bo przecież pozerskie Ci nie potrzebne, prawda?
Może to śmieszne, ale szczerze w to wierze, a od dziecka jestem uczona tego bronić, bo inaczej kim bym się stała bez wiary we własne wartości?
    Ciekawe i przydatne jest to jak z wiekiem mniej błahych rzeczy zaczyna nas obchodzić i jakoś indywidualnie dotykać. Jak zaczynamy się skupiać na tym co na prawdę ważne i zdanie innych ludzi jakoś totalnie nas nie interesuje. No, chyba że tak jest tylko w moim przypadku.
    Właściwie nie przez przypadek znalazło się tu powyższe zdanie, niektórzy z pewnych dziecinad nie wyrastają lub po prostu są tak ukształtowanymi ludźmi, co jest niesamowicie przykre. Tyczy się to głównie dziewczyn, bo przecież kto jest tak bardzo zawistny, ciekawski i zawsze wie lepiej jak właśnie kobieta? Nie ma nikogo takiego kto mógłby części z nas w tym dorównać.
    Obserwuje, słucham, komentuję. I tutaj muszę zaznaczyć że warto odróżniać plotkowanie, potocznie obgadywanie od kulturalnego wyrażenia swoich spostrzeżeń. Już od kilku lat odrzuca mnie od osób, które czerpią jakąś chorą satysfakcje z siania fermentu za plecami, dodam że znam również takich chłopaczków. Życzę takim ludziom, żeby kiedyś dowiedzieli się o sobie jakichś kolorowych historii od osób trzecich, bo szybko się nauczą, żeby zająć się własnym życiem.
    I teraz już wiem, że to dobre, że również zło do nas wraca, każdy musi raz dostać porządnego kopniaka w tyłek, w celach naukowych oczywiście. Polecam również pamiętać, że nie mamy prawa nawet do pretensji popełniając dwa razy te same błędy #BiszBóg.
    Może spróbujmy przyjąć delikatnie "egoistyczne" myślenie, zawsze wykonując jakieś działania w stronę drugiego człowieka, pomyśl o sobie, czy JA chciałbym być tak traktowany? A zanim otworzysz usta i powiesz coś raniącego zadaj sobie pytanie, czy JA chciałbym żeby tak o mnie mówiono? Chociażby to miała być najświętsza prawda, znów egoistycznie, zajmijmy się własnymi sprawami.
Myślę ze taki umiarkowany zdrowy egoizm może nam wszystkim wyjść na lepsze.




  Madame Cogito
xoxo

sobota, 15 listopada 2014

przystanek od chaosu

    Kiedy kota nie ma to myszy harcują. I  co my młodzi możemy na to poradzić? Przecież "nie chce mi się" to zupełnie naturalny stan, można powiedzieć ze wrodzony. Trzeba podkreślić że to nie tak, że nie mamy rąk do pracy, my po prostu nie lubimy marnotrawić czasu, nawet jeżeli w zamian mielibyśmy siedzieć na kanapie, to zawsze przyjemniejsze, niż zapierdzielać 10 godzinę i nadal musieć się sztucznie uśmiechać, a przecież ciągle gdzieś w środku żyjemy wpajanymi mądrościami, że młodość jest tylko jedna, cały świat mamy do zwiedzenia. Przychodzi wtedy taki moment, że najchętniej powtórzyłabyś słowa starszych: "ile ja bym dał, żeby wrócić do szkoły" i chciałbyś rzucić tym wszystkim na drugi koniec świata, ale wtedy uświadamiasz sobie że nie znalazłeś się tutaj przez przypadek, że jednak to fajnie nie musieć prosić mamy, żeby dała na kino czy bluzkę. Mówcie co chcecie, pieniądze nie są najważniejsze, ale bez pieniędzy po prostu nie da się żyć.
    Musze przyznać, że fajnie jest wylecieć spod skrzydeł mamusi, ale nie dlatego, ze masz wolną rękę, możesz robić co chcesz, nikt Ci nie każe sprzątać, ani myć zębów co wieczór *ironia*, ponieważ życie na własną rękę to przede wszystkim obowiązki, życie imprezowe traci na wartości, nikt Ci nie ugotuje obiadku jeżeli nie zrobisz tego sam, to cudowny jest fakt, że właściwie zostając zdanym tylko na siebie, znajdujesz w rodzinie oparcie jak nigdy wcześniej. Tak było przynajmniej w moim przypadku, bierzcie moje słowa z dystansem, wiadomo, że to czysto subiektywne spojrzenie.
    Teraz rozumiem jak wielką wartość i ogromną siłę zawiera w sobie słowo rodzina. Jest to spójna niezależna społeczność, której nic z zewnątrz nie jest w stanie złamać, a jej członkowie mogą liczyć na siebie praktycznie w każdej sytuacji. Doceniłam również, że rodzice nigdy nie chcieli dla mnie źle, wiem również jak wiele wyniosłam z domu i jak bardzo jestem do nich podobna. Cieszę się, że jestem taka jak moi rodzice, dziękuję.
    Dojrzewanie jest fajne, mówię o etapie wchodzenia w dorosłe życie, nie o mutacjach głosu i burzy hormonów. Choć pewnie każdy ma inne zdanie, wiadomka, wszystko jest kwestią podejścia.
    Odstawmy te poważne sprawy na chwilę na bok, teraz będzie bardziej sarkastycznie.
Zastanawiałam się dzisiaj czy te moje rozpiski mają czemuś służyć, mają do czegoś dążyć - sława, pieniądze, naprawa świata?
    Dobre sobie. Szczerze przyznam, że chyba gdzieś w głębi chciałabym, żeby mądry czytelnik, który poświęca temu chwilę, nie wyszedł stąd z pustą głową. Może również chciałabym, żeby grono odbiorców urosło do dużo większych rozmiarów? Owszem, przyznaję. Jest na to prosty sposób, który już Wam zdradzam. Wystarczyłoby wprowadzić tu coś co się (potocznie mówiąc) sprzedaje. Nie chcę nikogo urazić, ale jakby nie patrzeć, w naszym banalnym świecie przyjemniej zawiesić oko na kolorowych obrazkach, przelecieć wzrokiem i wyjść, nie wynosząc nic ponad pragnienie posiadania. Poza tym ludzie wolą dowiedzieć się co u kogoś innego, takie poczucie kontroli oraz czysta ciekawość niż pomyśleć, a przecież to nie boli. Stety super laską nie jestem, nie posiadam kolorowych-markowych-drogich ciuszków (w głębi serca wiem, że nawet bym nie chciała), nie mam zadbanych paznokci każdego dnia o innym kolorze, ani nie jestem super fotogeniczna - ups, kolorowe obrazki odpadają. Dodać muszę, że uwielbiam fotografować i sama od czasu do czasu lubię przejrzeć takie blogi modowe, lifestyl'owe czy jak one się tam zwą, przecież ja tez lubię kolorki.
Dlaczego nie pójdę na łatwiznę? Łatwizna jest zbyt prosta. Prostota jest dobra we wszystkim oprócz dążenia do celu,
 a moim celem przy zakładaniu tego bloga nie było to, żebyś wyszedł stąd pusty.
     Zależy mi na tym, żebyś wyniósł stąd choć trochę światła albo żebyś zrobił sobie przystanek od ciągłej gonitwy za tym co jest trendy.
Tak, chyba z czystym sumieniem mogę nazwać swój blog przystankiem od chaosu.







Madame Cogito
xoxo

wtorek, 7 października 2014

podejmując ryzyko

    Moim skromnym zdaniem,
nie, moim pewnym zdaniem, jednym z najpiękniejszych uczuć jest tęsknota, choć jednocześnie najtrudniejszym i najcięższym do zniesienia.
    Piękno tkwi w tym, że przecież nie tęsknimy za rzeczami, które nie dawały nam niegdyś radości.
Problem natomiast, ile można rozczulać się nad czymś czego już nie ma?
Inna odmiana tęsknoty odnosi się do rzeczy, który chcielibyśmy posiadać tylko inaczej ją nazywamy, a mianowicie są to nasze pragnienia, czyż nie? Przecież tęsknimy za tym czego pragniemy.
   Ogólnie to cholerni z nas oszuści. Ile razy robimy coś teoretycznie dla siebie, mówimy sobie, że nie musimy nic nikomu udowadniać, a jednocześnie chcielibyśmy żeby ktoś zauważył nasze postępy oczekując pochwały.
Ja również nie jestem święta, zaczęłam pisać bloga dla siebie, dalej to robię, ale jednocześnie chcę, żeby ktoś te moje rozpiski docenił.
Pewnie jest to spowodowane tym, że każda aprobata pcha nas do dalszego rozwoju. Jest to oczywiście bardziej optymistyczna i zdrowa wersja, bo słabo jeśli ktoś zatrzymuje się w połowie drogi, inaczej - osiada na laurach.
Skromnie się pochwalę, co za oksymoron, że jestem skromnym człowiekiem, chociaż nie wiem czy moi znajomi by się ze mną zgodzili. W sumie średnio mnie to obchodzi, większość z nich teraz miałaby wrażenie, że nie rozmawia z tą samą osobą.
Co do tego, śmieszy mnie stwierdzenie, że ludzie są takimi jakimi widzą nas inni. Zawsze mi się wydawało, że to my siebie kreujemy, poza tym kto zna nas lepiej niż my sami?
Co do egoizmu natomiast, muszę się przyznać, okropna ze mnie egoistka, choć nigdy tak o sobie nie myślałam. Ostatnio chciałam Was pouczać o odpowiedzialności, a nie potrafiłam nawet ogarnąć własnego studiowania. Na nic tu tłumaczenia, że mam sporo na głowie. Choć skoro przysługuje mi 15 minut spóźnienia studenckiego to skorzystałam już pierwszego dnia!
 
   Zbyt często nam się wydaje, albo po prostu zbyt dużo myślimy. Już wyjaśniam.
Mieszkając z kimś/ przebywając/ będąc zwyczajnie zakochanym, (o ile można powiedzieć, że jest to uczucie zwyczajne) często nam się wydaje, że nie wyobrażamy sobie już innego życia, planujemy, chcemy założyć rodzinę, wydaje nam się, że własnie z tą osobą chcielibyśmy się zestarzeć.
No i fajnie, stabilizacja dobrze wpływa na ludzi.
    Tylko stając przed faktem w naszych głowach rodzi się ocean wątpliwości: A może nie? Może to za szybko? Czy ja rzeczywiście chcę się przy niej budzić przez resztę życia? Czy to właśnie on ma być ojcem moich dzieci? A co jeśli nam nie wyjdzie?
    Ludzie za dużo myślą, jesteśmy tchórzami. Skoro coś nas wcześniej pchnęło do podjęcia takich decyzji to dlaczego boimy się podejmowania działań?
Jak to mówią, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana i może to głupie, ale co mamy do stracenia skoro nie mamy jeszcze nic?
A lecąc ironicznie, nie ma się co bać, teraz co druga para bierze rozwód.
Świat schodzi na psy.
Bez ryzyka nie ma wygranej, prosta kolej rzeczy, pora wyjść z cienia, czasem rzucić monetą, jutro wszystko może się zdarzyć lub skończyć.
Warto planować, marzyć, kochać, dzielić się, a przede wszystkim wygonić strach za drzwi.








Madame Cogito

xoxo

wtorek, 26 sierpnia 2014

pierwszy raz

    Jakie to piękne, że na świecie nie ma ludzi idealnych, istnieją tylko nasze własne - wyimaginowane ideały, ale przecież gdyby ideały istniały świat byłby okropnie nudny. Możecie się ze mną nie zgodzić, wolność słowa i myśli, aczkolwiek ostatnio przeczytałam gdzieś piękny tekst:
On nie jest idealny i Ty też nie, chodzi o to czy jesteście idealni dla siebie.
    Z wiekiem dorasta się do pewnych spraw, prosta kolej rzeczy. Uświadomiłam sobie, że każde uczucie jest pierwsze. Właściwie wszelakie relacje, emocje i uczucia.
    Dlaczego mówi się, że pierwsza miłość nie rdzewieje? Powtórzę się, banalna sprawa, ale widocznie wszystko jest proste, zależy tylko pod jakim kątem się spojrzy. Jeżeli przeżyłeś już swoje pierwsze uniesienia i loty 3 metry nad niebem to zrozumiesz, jeżeli nie - daj sobie czas, teraz postaraj się zrozumieć. Pierwsza miłość - coś co wydaje nam się wieczne, idealnie, niesamowite i jaśniejące takim blaskiem, że razi wszystkich wokół.
    Nawiązując do tematu, po upadku pierwszego uczucia na ogół *nie uwzględniam wyjątków od reguły* spadamy w dół. (w górę raczej nie można, ale tak brzmi bardziej dramatycznie)
Cierpimy nieziemsko, nikt nie jest w stanie uleczyć naszego bólu. Och, co za pierdolenie. Wybaczcie, za język.
    Mówi się, że nigdy więcej już nie przeżyje się czegoś takiego. Jednakże jest to wynik tego, że przeżywamy coś po raz pierwszy. Wcześniej nie mieliśmy styczności z takimi uczuciami. Jest to dla nas nowe, a nowości z reguły bardzo nas kręcą.
    Kłamałam w pierwszym zdaniu poprzedniego akapitu. Przeżywamy to za każdym razem kiedy się zakochujemy. Nie ma co owijać w bawełnę, mówię o miłości. Jakże słodko.
W każdą relację miłosną wkładamy tak samo dużo serca, ale patrzymy na to z innej perspektywy, tylko dlatego, że już znamy to uczucie. Często dlatego, że nie chcemy się ponownie poślizgnąć na śliskim podłożu.
Wyjaśniam: każde z naszych uczuć jest pierwsze, nie tylko to konkretnie pierwsze. Masło maślane, ale kiedy to przemyśleć nabiera sensu. (czytaj między wierszami)
    Zostawiając za sobą przeszłość trafiłam na kogoś kto przewrócił moje życie do góry nogami, właściwie tylko tym, że się w nim pojawił i został. Niesamowite jest to jak małe kroki prowadzą do wielkich zmian. Kolejną rzeczą która mnie fascynuje jest to jak druga osoba może na nas wpłynąć tylko tym, że jest, niczego nie zakazując/nakazując. Jak sami chcemy wejść wyżej, jak zależy nam tylko na szczęściu drugiej osoby jednocześnie dostając od niej tony szczęścia.
    Piękne uczucie - kiedy patrzysz na uśmiech kogoś bliskiemu Twojemu sercu i wiesz, że tylko ten uśmiech jest w stanie Cię ukoić. Kiedy trafiasz na kogoś, kto jednym spojrzeniem potrafi powiedzieć Ci: zostań, chcę przy Tobie zasypiać i budzić się, chcę rano widzieć kolor Twoich oczu, a przez sen czuć Twoje ciepło.
Lecę na słodko, ale słodycze dostarczają endorfin - naszemu społeczeństwu dobrze to zrobi.
Nie bójmy się płakać i nie bójmy się śmiać, nie bójmy się kochać i nie bójmy się bać, nie bójmy się marzyć i nie bójmy się śnić, czas sobie uświadomić, że możemy tak żyć. #Tabu
Jest takie powiedzonko, jak się bawić to grubo albo wcale, ale muszę je przekształcić:
Jak coś robić to wkładając w to całe serce.






Madame Cogito
xoxo

wtorek, 5 sierpnia 2014

Do Panów

    Obiecałam, a ja jak obiecuje to słowa dotrzymać muszę. Całkiem to logiczne, bo w innym przypadku, na cholerę obiecywać?
    Zbierałam się trochę do tej notki, bo szczerze nie chciało mi się nad biednymi mężczyznami znęcać (wybaczcie Panowie), aczkolwiek dostałam wczoraj bezpośredni bodziec. To już przechodzi ludzkie pojęcie i boskie, i każde.
    Taka sytuacja: Idzie sobie ekipa, z przodu czterech panów w rękach trzymających karimatki i jakieś śpiwory, a za nimi idzie drobna dziewuszka niosąc na karku (!) walizkę ważącą pewnie tyle co ona. Kiedy zwróciła im uwagę to usłyszała, uwaga:
- Ja tragarzem nie jestem.
(w tym momencie naprzeklinałabym za wszystkie czasy)
    Jeśli uważasz, że dziewczyna, której byś pomógł nazwałaby Cię tragarzem to jesteś kretynem albo idiotą, a na pewno egoistą. Wchodzimy tutaj na grząskie podłoże. To kwestia kultury osobistej moi Panowie, a skąd to się bierze? Z wychowania. Nie wiem, to ujmuje Twojej dumie czy boisz się, że się zmęczysz?
Ach tak, zapomniałam, że te całe siłownie, ćwiczenia, masa, rzeźba to zwykła pozerka. Ładnie wyglądać to jedno, być silnym to drugie, a być kulturalnym facetem to trzecie. Teraz Wam coś zdradzę, żadna na Was nie poleci jeśli nie spełniacie punktu trzeciego. No, chyba że kręcą Was mało inteligentne dziewuszki.
    Proszę tylko nie wyskakujcie mi tu z równouprawnieniem, którego "same chciałyśmy". Nie wyobrażam sobie gdyby miało go nie być. Na miejscu tej dziewczyny zacisnęłabym zęby i dała sobie radę sama. Niezależność w tych czasach to kluczowa sprawa. Poza tym bez sensu powtarzać milion razy - jak powiesz raz i nie dotrze to nie ma co próbować. Jak grochem o ścianę.
    Chyba Wam zaklaskam Panowie. Tacy jesteście cwani, tak narzekacie, że "co się stało z tymi kobietami". Otóż to reakcja łańcuchowa, skoro żadnej pomocy i pożytku z Was nie ma to mądre kobiety radzą sobie same i później Was już nie potrzebują, bo po co im jeszcze niepotrzebny balast? Rozumiecie, przez takie zachowanie stajecie się potrzebni chyba tylko do jednego.
    Oczywiście, weźcie to z dystansem, nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Wiem, że istnieją też faceci wychowani w ogromnym szacunku do kobiet. Tylko to już też kwestia dojrzałości, bo jeśli z kolegą wolicie się pośmiać z dziewczyny, która ledwo sobie radzi to ja nie mam pytań.
    A dla Was dziewczyny mała rada: Jak masz przy sobie takiego faceta, który za nic się nie weźmie, bo sobie rączki ubrudzi to go kopnij w dupę na inny kontynent, chcesz sobie krzywdę zrobić męczeniem się z nim? Lepiej być samą niż mieć faceta, który zachowuje się jak dziecko, a myślę, że będąc z nim nie decydowałaś się na dzidziusia.




Madame Cogito
xoxo

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

puk puk, jednak wpadnę

    Widocznie rzeczywiście potrzebowałam czasu, ale choć wiedziałam o tym to nigdy nie miałam zamiaru odwzajemnić tego uczucia. Wybacz, ale taka jest prawda. Rok temu nie byłam gotowa, zdecydowanie. Zresztą nie mieściło mi się w głowie, że dla głupiego ulotnego uczucia mogę stracić przyjaciela. Tylko, że wszystko później się zmieniło. Twój stosunek do mnie również. Tak Słońce, zauważyłam.
    Aczkolwiek moje podejście również uległo zmianie, mimo że zauważyłam to dopiero teraz. Przestaliśmy spędzać ze sobą tak dużo czasu, a mimo to zawsze jak Cię widziałam musiałam być blisko. Wiesz, chyba dawno nie cieszyłam się na czyjś widok tak bardzo. Boję się kiedy nie ma Cię obok, nie lubię kiedy znikasz z mojego pola widzenia. Czuję się bezpieczniej przy Tobie. Rozczulają  mnie te nasze śmieszne zwyczaje, zawsze śpimy tak samo i zawsze razem.
    Odsunąłeś się ode mnie, sama do tego doprowadziłam. Nie chciałam żebyś był bliżej, nie chciałam Cię zranić, nigdy przenigdy. Czas który dostałam, albo raczej który sama sobie wzięłam, pokazał mi, że nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie gdzieś obok. Pewnie już na mnie nie czekasz, nie dziwię Ci się wcale, chociaż dalej kocham sposób w jaki na mnie patrzysz.
    Wiesz, kiedyś jak komuś o nas opowiadałam to śmiałam się, że bylibyśmy jedną z tych idealnie dobranych par gdybyśmy nie byli przyjaciółmi, lecz teraz myślę, że do takiego związku przyjaźń jest potrzebna. To co mówię przeraża mnie samą, bo to wbrew temu jak żyje, na jakich zasadach działam. Jednakże, zasady zasadami, a uczucia to inna bajka. Boję się okrutnie, bo jeśli przyznam to sama przed sobą to stanie się to namacalne. Nie będę już mogła się przed tym obronić, wystawie się na strzał. A jeśli nie wyjdzie? Jeżeli nie będziemy potrafili zbliżyć się do siebie? Nie wiem czy potrafię się przełamać, tyle lat pilnowałam żebyśmy trzymali się na dystans, a teraz wcale go nie chce. Nie chce żebyś żył z kimś innym, chcę Cię dla siebie. Zawsze chciałam, cholerna egoistka.
    Śmieszne, siedzę sama w domu i przygotowuję obiad dla dwóch. Może zjesz ze mną, a ja postaram się Ci wszystko powiedzieć, a jeśli nie, to tylko usiądę i spojrzeniem wyznam Ci miłość. #Małpa





Pytanie: Powiedzieć mu czy żyć dalej tak jak żyliśmy?


Madame Cogito,
xoxo

czwartek, 10 lipca 2014

cały świat u stóp

    Uwielbiam to jaki wpływ ma na mnie muzyka. Kidy słyszę każdy dźwięk, rozkoszuję się nim, kiedy trafia do mnie przekaz, kiedy poprzez muzykę zaczynam zadawać sobie pytania. Dobrym przykładem jest wers polskiego poznańskiego rapera: "Gdybyś wiedział, że osoba, którą kochasz jutro umrze, to co byś jej powiedział by dać upragnioną ulgę?" #Paluch. Zawsze przechodzą mnie ciarki, a odpowiedzi dalej nie znam. Co Ty byś powiedział?
    Kiedy kiedyś zadałam mojemu znajomemu to pytanie, odpowiedział: "nie opuszczę Cię". Romantycznie. Natomiast kiedy teraz pomyślałam o mojej mamie jedyną właściwą odpowiedzią zdaje się być: "Dziękuję". To chyba najlepsze co można powiedzieć komuś kogo się docenia.
    Ludziom tak trudno przychodzi wdzięczność, jakby miała nam spaść korona z głowy, której do cholery nikt z nas nie ma. Bezinteresowność jest piękną sprawą, ale każdemu zacznie ciążyć jeśli nie usłyszy się chociaż podziękowania. Jesteśmy nauczeni, że wszystko nam się należy, panowie i władcy świata. Otóż nie.
Możemy mieć wszystko, ale niczego nie dostaniemy poprzez pstryknięcie palcami. No, chyba że ktoś jest przysłowiowo "w czepku urodzony" lub ma bogatych rodziców, choć to kwestia sporna i wiadomo, że zależy od przypadku.
    Panią świata nie jestem, nie chciałabym zresztą wskoczyć na miejsce pieniądza, przemocy, seksu i broni #Sobota, ale mogę być Panią swojego życia. Zdradzę Wam teraz sekret, cały ten świat jest u stóp nam bracie i siostro. Zastanawiacie się co my tu właściwie robimy? Ja bardzo często. Zdałam sobie sprawę, że nic ponad to, że szukamy szczęścia. Dlaczego ludzie gonią za pieniądzem? Bo myślą, że dają im szczęście. Dlaczego wyjeżdżają ze swoich miejsc, domów, kraju? Bo uważają, że gdzieś indziej będzie im lepiej. Dlaczego zakładają rodziny, szkolą się, podróżują? Pogoń za szczęściem.
    Każdy z nas to robi, dlatego ja cieszę się z każdego danego mi dnia. Z najmniejszych rzeczy, z tego, że niebo jest niebieskie, a krew czerwona. (prawie jak Julian Tuwim w grupie literackiej Skamander). Przecież nie potrzeba nam wiele, tylko szczerych uśmiechów, które mogą widnieć na naszych twarzach non stop. Musimy tylko znajdywać jak najwięcej powodów do tego, żeby znaleźć odrobinę szczęścia. Jak to cudownie, ze dziś świeci słońce - daje mi maximum radości.
   Na koniec odpowiednio będzie chyba dodać: Uśmiechnij się, przecież to nic nie kosztuje :)


ZAPRASZAM DO DYSKUSJI



Madame Cogito

xoxo

środa, 9 lipca 2014

czysta brudna prawda

    Tylko w słownikach jest najpierw miłość, a później seks.
    Czym się charakteryzuje dorosłość? Tym, że uświadamiasz sobie, że na końcu zawsze zostajesz sam. Nieważne ilu masz przyjaciół, o których myślisz, że są na serio i na zawsze, nieważne jak bardzo im ufasz, i jak bardzo oni ufają Tobie. To nie ma serio żadnego znaczenia. Sama mam masę znajomych i kilka bardzo bliskich osób i co? Nic.
    Ludzie są już tak zaprojektowani, że po prostu pojawiają się i odchodzą, a poza tym nikt nie potrafi pomóc kiedy na prawdę tego potrzebujesz, zauważyłeś/aś? Sama często nie potrafię, bo jakim prawem mam podejmować decyzje za kogoś? Przecież to jego życie. Egoizm czy czysta brudna prawda?
    Dlaczego pierwsze zdanie brzmi tak, a nie inaczej? Sama nie wiem, szara rzeczywistość.
Uważacie, że istnieje coś co potocznie nazywa się miłością? Jedno jest pewne, można tak nazwać uczucie matki do dziecka. Niezaprzeczalnie, lecz czy coś takiego pojawia się między dwojgiem początkowo obcych sobie ludzi? Często obcych sobie całe wspólne życie. Moim zdaniem nie.
    Nie wierzę już w miłość od kiedy zawiodłam się na tym w co wierzyłam przez 4 lata.
"Miłość" to chwilowy zachwyt, ukojenie, radość, której nie czuje się przy wszystkich, bo nie z każdym tak dobrze się dogaduje. Nic ponad to. Później to już tylko przyzwyczajenie, fajne spędzanie wspólnego czasu. Fajnie, że ludzie w to wierzą, pewnie żyje im się lżej niż mnie. Często im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Choć szczerze? Nigdy nie miałam szczęścia w "miłości", ale teraz po czasie stwierdzam, że może to nawet lepiej. Sporo można się nauczyć. Zabawne, że kiedy ktoś zadałby mi pytanie "czy wierzysz w miłość/" jakieś 2 tygodnie temu, opowiedziałabym mu historię mojego życia. Tymczasem teraz wygląda to tak:
- czy oddasz komuś siebie?
- nie, bo przecież w miłość nie wierzę.
W podsumowaniu powinny znaleźć się dwa zdania:
1. Umiesz liczyć - licz na siebie.
2. Jeśli czujesz to mów "kocham" tylko proszę się nie przelicz.








Madame Cogito
xoxo

wtorek, 8 lipca 2014

malinowa mamba, ananas i rower

    Nienawidzę tego momentu kiedy godzinę siedzę przed pustą stroną, bo nie wiem jak zacząć. Jednym z wniosków, które wyciągnęłam dzisiejszego pięknego słonecznego dnia, jest to, że życie to jeden moment.      Od kiedy nie jesteśmy już dziećmi czas leci dużo szybciej. Może to kwestia zdawania sobie sprawy z pewnych rzeczy, o których wcześniej się nie myślało, nie zastanawiało się nad tym, było to po prostu obojętne. Dziecko nie ma zmartwień, no chyba że ten chłopczyk, którego tata zgarnął dzisiaj za przekleństwa. Co do tej sprawy, przeżyłam dziś spory szok. Wyobraźcie sobie dwóch ośmiolatków śmigających sobie na rowerach z górki z ogromną frajdą, cieszących się chwilą, aż przyjemnie się na nich patrzyło, do czasu. Do momentu kiedy z ust tych małolatków nie usłyszałam wulgaryzmów. Dlaczego? Po co? Dla szpanu? Czy może dlatego, że dzieci nie wiedzą co to oznacza. Usłyszały na podwórku/ w szkole/ w domu. Jeśli w domu to gratulacje dla rodziców. Jeszcze lepiej jeśli dzieciaki doskonale wiedzą, że mówią coś czego nie powinny.
    Pewnie dużo winią tutaj media, otoczenie, środowisko, internet. Kiepsko, nie wyobrażam sobie jaką reprymendę dostała by moja siostra gdyby zaczęła się tak wyrażać.
Uświadomiłam sobie właśnie, że te dzieci klnęły więcej niż ja, a ja już jestem troszkę starsza, choć nie oznacza to, że powinnam takim językiem się wyrażać.
    Świat się zmienia, wszystko ewoluuje, wszystko pędzi do przodu, na zbity pysk. Niedługo wszyscy zapragniemy, żeby tempo naszych czasów troszeczkę zwolniło. Może dawne czasy były lepsze? Może dopiero nas czekają lepsze czasy? Nie lubię gdybać, bo tak na prawdę nie wiem ile jeszcze czasu mi zostało. Jedno jest pewne, chwila jest piękna, nie ma jutra ani wczoraj, tylko dziś, a jest jeszcze miliard rzeczy które chciałabym zrobić, a jeszcze więcej, które chciałabym zobaczyć. Wielu ludzi, których chciałabym poznać, tak bardzo różnorodnych. Przepiękne jest to, że każdy na swój sposób jest wyjątkowy, charakteryzują nas zasady, które przyjęliśmy. Kwestia naszych wyborów, w końcu możemy powiedzieć, ze mamy nad czymś władzę. czyż to nie piękne? W świecie który z góry jest ułożony i przez kogoś zaprojektowany?
    Nie możemy stać w miejscu, bo wczorajsze błędy jak i dni, dzisiaj już nie znaczą nic.









Madame Cogito

xoxo

czwartek, 26 czerwca 2014

Czemu wiara w Tobie prysła jak bańka?

- tak wyszło niestety.

    Wspomnienia to wszystko co mamy. Ja mam ich tyle, że mogłabym już spokojnie umierać #Bisz. 
Kiedy wspominam mam wielki uśmiech na buzi, mój mózg już tak działa, że woli pamiętać te dobre momenty, cudowne chwile, radość i zabawę. Zapominam co złe, to nie ma znaczenia. Szkoda mi życia.
Jednak wszyscy znamy te dni, w których nie da się myśleć pozytywnie. Kiedy uświadamiasz sobie, że przez kilka lat, żyłeś z błędną informacją. Mimo, że Cię to szokuje to już nic nie znaczy. Zmienia jedynie poglądy.
Nie potrafię w to uwierzyć. Za to wierzyłam w Ciebie, jak nikt inny. Miałam taką wiarę w nas, że mogłam przenosić góry. Nie było przeszkody, której bym dla Ciebie nie pokonała. Straciłam wiarę w człowieka. W ludzkość straciłam już dawno, ale nigdy nie pomyślałabym, że Ty możesz postąpić w ten sposób. Ba, że dwie najbliższe mi osoby mogą tak polecieć po bandzie. 
    Wiesz co jest zabawne? Że to właściwie nic nie zmieniło. To przeszłość, przecież wiesz. To nawet nie boli, to uświadamia mi jedynie, że nie byłeś tą osobą za którą Cię miałam. Że Twoja miłość do mnie wcale nie była tak idealna jak myślałam, że nasza miłość wcale nie była tak czysta.
Mimo to nie potrafię złamać obietnicy. Zawsze będę Cię kochać.
    Wiesz kochanie, ja wciąż marzę. Pragnę Cię za każdym razem kiedy czuję Twój zapach, kiedy przypominam sobie Twój dotyk, jedyny idealny. Może nie umiem już żyć bez tej miłości, choć wiem, że nie ma dla nas żadnych szans. Kiedyś myślałam, że mamy coś takiego, że nic nie jest w stanie nas rozdzielić, że to tylko kwestia czasu, że przecież za jakiś czas i tak się spotkamy, że znowu rozpalimy ten ogień. Przecież tak jest, przecież tak mogłoby być, ale przecież my już tego nie chcemy. My? Ja? Czy Ty?
    Wszystko się zmieniło. To miejsce już nawet tak nie pachnie, nie ma takich barw. Zmieniliśmy się oboje, ale Ty dla mnie nie zmienisz się nigdy. Wystarczy, że spojrzę w Twoje oczy i wiem, że w środku jesteś dalej tym, którego pokochałam. Jesteś tym, któremu oddałam całe serce. Pewnie już nikogo nie obdarzę takim uczuciem. Pewnie tak musi być.
    Znam Cię, znam Cię jak nikt. Doskonale wiesz, że nie działają na mnie maski, które zasłaniają serce #Vixen.
    O ironio, w końcu jesteśmy tak blisko, a jednocześnie daleko jak nigdy. Zdejmuje maskę, otwieram się, mówię o uczuciach, choć nigdy tego nie robię. Widzisz jak wiele jestem w stanie dla Ciebie zrobić? Po tylu latach wciąż jesteś częścią mnie, nie chcę Cię oddać, nie mam zamiaru Cię puścić.
Znasz mnie przecież.







Madame Cogito
xoxo

wtorek, 27 maja 2014

granice akceptacji

   Ciekawe do jak wielkich rzeczy jest zdolny człowiek. Ciekawe czy istnieje coś takiego jak granica naszych możliwości. Może przeszkody są tylko w naszych głowach. Tak, tak mi się wydaje. Wszystko siedzi w głowie. Tutaj nasuwa mi się pytanie, do jakich rzeczy jest zdolny człowiek wbrew sobie, wbrew swoim zasadom, moralności. Chciałoby się powiedzieć, że do żadnych, że nie robi się nic wbrew sobie i na przekór. Niekiedy niestety pojawia się słowo "muszę" gdzie teoretycznie nie musimy nic, w innej sytuacji "tak się po prostu stało".
   Zastanawiam się dlaczego najbardziej ranimy bliskich i vice versa. Pewien Jastrzębski raper powiedział:
"i znów ranię bliskich, czemu? bo są najbliżej" #Gała. Niesamowicie prawdziwe, moim skromnym zdaniem.
Jednak co zrobić kiedy sprawiamy komuś ból tylko tym, że jesteśmy inni niż oczekiwał, kiedy przerażony stwierdza "nie znam Cię". Czy można się zmienić dla kogoś? Wyzbyć się wszystkiego co czyni nas sobą tylko po to by przestać ranić nam najbliższą osobę? O.S.T.R powiedział: "wybacz, nie chcę być inny by iść po omacku". Nie uważacie, że to cholernie trudny wybór? Właściwie bez rozwiązania, bo jak mamy się zmienić skoro od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni? #Ostr.
   Dodatkowo, co zrobić kiedy wcale nie mamy ochoty się zmienić, a jednocześnie cierpimy raniąc Matkę/ Ojca/ Siostrę/ Przyjaciela etc. Czy w ogóle można wymagać od kogoś by się zmienił, swoje wartości, poglądy, tylko dlatego że jest inny niż w naszych wyobrażeniach? No, nie wydaje mi się, przecież to zwykła hipokryzja.
   Myślę sobie czasem, że dorośli sami tworzą sobie problemy, zupełnie niepotrzebnie, jakby to miało stanowić o ich dojrzałości. Dzieciaki zawsze, może nieświadomie, wybierają najprostsze rozwiązanie i to jest logiczne, bo po co samemu sobie utrudniać, tworzyć przeszkody?
Najbardziej przykre jest kiedy ludzie zamykają oczy, zamykają się w swoim małym świecie i nie chcą dopuścić do niego niczego i nikogo, kto jest niezgodny lub inny.
   Kwestia staje się trudniejsza jeśli takie rzeczy dzieją się w rodzinie. Rodzic uważa, że nie tak wychowywał swoje dziecko i robi z siebie cierpiętnika. Halo halo, kto robi komu większą krzywdę - dzieciak rodzicom tym, że jest sobą czy rodzice dziecku, nie pozwalając mu żyć w zgodzie z samym sobą?
Sprawa wydaje mi się dość prosta.
   Nie możemy komukolwiek zabraniać żyć tak jak chce, bo sami za daną osobę nie umrzemy, nieprawdaż?








Bardzo jestem ciekawa na jakie tematy chcielibyście porozmawiać, może poruszymy coś z tematów tabu,
 coś o czym ciężko mówić, ale niesamowicie ciekawi. Propozycje?



Madame Cogito
xoxo

niedziela, 25 maja 2014

Zmień myślenie

, czyli kwestia podejścia


   Zastanawiam się dlaczego jest w nas tak mało tolerancji. Dlaczego zapominamy, że cały świat jest naszym domem? Naszym wspólnym. Dlaczego nie akceptujemy się wzajemnie? Jesteśmy zaślepieni przez nasze wyobrażenia, które uważamy za jedyne odpowiednie. Protestujemy przeciw różnicom, a przecież jeśli "wszyscy są jednakowo super - to nikt nie jest".

   Sytuacja autentyczna: Pewien mężczyzna siedzi sobie przy stoliku rozmawiając z dwoma ślicznymi kobietami. Grupa chłopaków podjeżdża sobie samochodem śpiewając i śmiejąc się. Nie robią nikomu krzywdy. Prawie, bo ze strony siedzącego Pana słychać lawinę obraźliwych słów. Dlaczego? Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. W niczym mu nie przeszkadzają, nie szkodzą, niczego mu nie bronią ani nie odbierają. Facet przy stoliku mógł im jedynie zazdrościć, że więcej się uśmiechają niż on sam.
   Nie rozumiem dlaczego ludzie już z góry są wrogo do siebie nastawieni. Nie chcę już nawet wspominać, że nie ocenia się po pozorach. Bardzo mądre przysłowie: pozory mylą. Sama miałam okazję usłyszeć kilka razy: "no wiesz, zanim Cię poznałem/am myślałem/am, że jesteś taka i taka* (tu proszę wstawić obraźliwe epitety), a teraz wiem, że jesteś na prawdę w porządku".
   Człowiek jest głównym niebezpieczeństwem. Ludzie krzywdzą siebie wzajemnie oczekując jednocześnie, że będzie lepiej. Błędne koło moi kochani i czysta forma głupoty.
Każdy z nas jest inny, każdy na swój sposób wyjątkowy. Mamy tylko jedno życie, ja nie chciałabym zmarnować swojego na podporządkowywanie się innym. Na pogoń za stadem. Bisz, mój mistrz, powiedział kiedyś: "pierdolę stado, chodzę gdzie chcę i kiedy chcę". Owszem, zgadzam się w stu procentach, ale żeby nie odejść od tematu muszę dodać: szanujmy się, albo chociaż starajmy się zaakceptować. Zachowujmy się wobec innych tak jak sami chcielibyśmy być traktowani.
   Widzicie, niczego nie ma za darmo, ale wszelakie zmiany trzeba zacząć od samego siebie. 
Najpierw poukładać sobie w główce, później dążyć do naprawy świata.










Madame Cogito
xoxo

wtorek, 13 maja 2014

Z samym sobą w zgodzie

   Dzisiaj również szerzej otworzyłam oczy, choć właściwie bardziej pasowałoby w tej sytuacji powiedzieć: uszy. Od razu nasunę pytanie, jak ktoś możne nas szanować skoro my sami siebie nie szanujemy?
Patrzyłam na młode dziewczyny, które same siebie określają w taki sposób, że uszy więdną. Nie pomyślcie, że ja jestem świętoszek, nic z tych rzeczy, ale jak w tak ordynarny sposób można nazwać samą siebie.          Mianowice, siedziałam dzisiaj na ławce i słyszałam jak dziewczyna mówi o sobie np. "dziwka".
Gdzie ja jestem?
   Dziewczyno zastanów się, jakie wrażenie chciałaś tym wywrzeć na swoich znajomych? Co lepsze, na pytanie "co u tej twojej koleżanki?", pada odpowiedź: "wiesz, wszystko spoko, puszcza się". Temat ordynarny, ale jestem zmuszona go poruszyć. Młode dziewczyny płaczą, bo któraś rzuci takim tekstem. Właśnie dlatego raczej trzymam się z dala od kobiet, bo to niesamowicie zawistna płeć. Najlepszy przykład na potwierdzenie słów: cienka linia miedzy miłością a nienawiścią.
   Wiecie, jedyne co się liczy to żyć z samym sobą w zgodzie. Osobiście nie żyłoby mi się dobrze, że świadomością, że jestem *użyte przez ową dziewczynę określenie*, ale cóż. Chyba o to chodzi, żeby mieć do siebie szacunek, żeby uważać co się mówi i zwracać uwagę na to co chcemy sobą reprezentować.
Jedna rada kochaniutka, ja wolałabym reprezentować jakieś wartości.
   Ceńmy siebie, bo bez tego nie mamy powodu by oczekiwać szacunku.





Madame Cogito
xoxo

poniedziałek, 12 maja 2014

All monsters are human

, czyli o przemianach wewnętrznych


   Dziwie się kiedy ktoś mówi, że ludzie się nie zmieniają. Dziwie się, bo to tak jakby dana osoba miała ciągle zamknięte oczy, nie zauważała jak wielkie metamorfozy ludzie potrafią przejść. Mam na myśli oczywiście metamorfozy wewnętrzne. Z kogoś bez wartości i celu przeobrazić się w silnie trzymającego się własnych zasad myślącego człowieka, z kogoś o wielkich ambicjach w totalnie dno. Uwierzcie, widziałam i doświadczyłam wielu rzeczy. Zadziwiające jest jak łatwo ludzie oceniają, jak szybko wydają osąd, jak nie zastanawiają się "co ją/jego tak zmieniło?" tylko "upadła, teraz jest nikim". Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek sam z siebie pozwolił sobie spaść. Ostry nawinął kiedyś: "wiesz kim jest człowiek? głównym niebezpieczeństwem". Często kiedy rozmawiam ze znajomymi pada pytanie "co się z nią stało? dlaczego stała się z niej taka (za przeproszeniem) suka?". Otóż nic nie dzieje się bez przyczyny.
   Zobrazuję Wam to najdosadniej kiedy opiszę konkretny przypadek. Znam dziewczynę, nazwijmy ją
Pani X, która kiedyś miała wielkie ambicje, marzenia, cele, potrafiła kochać tak mocno że wszystko inne to nic.
   Nie miała nudnego życia, po paru nieudanych związkach lub zbyt trudnych, tak bardzo chciała kochać,
że odsłaniając całkiem swoje serce wystawiła się na cios prosto w jego środek, istne piekło. Wiecie co jest najdziwniejsze? Że teraz dalej ma marzenia, cele, jeszcze mocniej do nich dąży, docenia wszystko z podwójną siłą, nie potrafi nienawidzić, czuć zawiści, źle życzyć, jest tylko jedna różnica: nie potrafi kochać. Ma zlodowaciałe serducho. Patrzysz na nią, niby anioł, a krzywdzi #Bonson. Znam ją, wiem jak ciężko jej z tym, że sprawia komuś przykrość, ale ona po prostu nie umie inaczej. Krzywdę wyrządził jej drugi człowiek, chyba z czystym sumieniem mogłabym nazwać go potworem.
   Moja przyjaciółka powiedziała kiedyś bardzo mądre słowa, cytuję: "To nie jest tak, ze dziewczyna jest suką i już, często jest tak, że ktoś ją kiedyś bardzo zranił. To tak jakby jej mechanizm obronny, bo przecież ile razy można otwierać serce i bez blizny przeżyć cios?". Niestety lub stety, jak to głębiej przemyślę, blizny pozostają zawsze, ale z drugiej strony tak mocne doświadczenia są najszybszą nauką, trzeba tylko znaleźć siłę, żeby podnieść się z ziemi. Pamiętać, że mogę być dziś nikim dla całego świata, ale dla niewielu jestem całym światem #Pih. Zmienia to człowieka, ale jednocześnie umacnia, a co więcej, ze wszystkim można sobie poradzić, ponieważ wszystko siedzi w głowie.
   Mam szczerą nadzieję, że Pani X jeszcze kiedyś uwierzy w uczucie, w to, że ktoś może ją prawdziwie pokochać. Życzę jej tego z całego serca, zasługuje na to.








Madame Cogito
xoxo

niedziela, 11 maja 2014

Do Kobiet

   Moje drogie Panie, dziś lekcja numer jeden z serii: jak być kobietą prawie idealną. Na wstępie muszę powiedzieć *wszystkie Panie proszę o zasłonięcie uszu i oczu* osobiście uważam, że kobiety to bardzo głupie stworzenia. Wiecznie niezdecydowane, stwarzające problem tam gdzie go nie ma - to akurat możemy zaliczyć do umiejętności, bo jak zrobić coś z niczego? Kobieta potrafi. Z góry Was przepraszam, jeśli którakolwiek poczuła się urażona, mam jednak nadzieję, że moje czytelniczki mają dystans do siebie. Wszystkim które jednak go nie posiadają szczerze polecam, fajna sprawa, łatwiej się żyje. Dodam, że mimo że damskie zachowania mnie bawią to praw kobiet zaciekle bronię. Może to jakaś forma rekompensaty czy jednoczenia się z tym gatunkiem. Tak, jestem kobietą, bum, rozwiewam wszystkie wątpliwości.
   Przejdźmy do sedna. Do napisania tego postu skłoniła mnie myśl wiecznie obijająca się o ściany mojej mózgoczaszki "gdzie się podziały tamte dziewczyny?", lecz bezpośrednim impulsem były zachowania kilku otaczających mnie Dam.
   Historia prawdziwa: koleżanki, koledzy, melanż, zakochane pary. Pan Y mówi do swojej dziewczyny, że idzie z ziomeczkiem na browar, a ona mu odpowiada - "masz pół godziny". Stop. Nie wiem gdzie zmierza ten świat #Zeus, ale mało brakowało, a wybuchłabym śmiechem.
Cholera, ja się pytam, dziewczyny macie faceta czy pieska? #Emilia.
Poza tym patrząc na pozostałe zachowania Pani Y to czysta hipokryzja (której szczerze nienawidzę),
skoro Wy moje drogie chcecie sobie wychodzić same/ z przyjaciółkami, latać po baletach/ melanżach to dlaczego zakazujecie swoim mężczyznom? Macie ich za gorszych czy głupszych? Mimo wszystko są to całkiem inteligentne stworzenia. Nie cieszcie się tak Panowie, dla Was też szykuję reprymendę. Jeśli któraś z Was pomyślała teraz "bo ja mu nie ufam" to skończ ten związek, co to za związek bez zaufania?
   Spójrzcie, o faceta trzeba dbać, ale nie biorąc go na smycz. Moim skromnym zdaniem w związku nie powinno istnieć coś takiego jak zakazy i nakazy, tylko - wiem co powinnam/ powinienem #Eldo. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek czegokolwiek mi zakazywał. To moje życie. Po to pakowałyście się w związek, żeby być niańką? Czy może jednak kobietą swojego mężczyzny?
Puenta brzmi tak, wyjmę ją z ust Grubsona: nie rób z faceta na siłę dzieciaka, bo mu się w głowie popierdoli.



btw. Ostatnio przechodząc ulicą, widziałam jak dziewczyny będące w pracy musiały nosić ciężkie metalowo-drewniane stoły i krzesła. Oczywiście wszyscy Panowie się nagle rozpłynęli w powietrzu. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, bardzo miłemu zresztą, nagle trzech Panów, podeszło i kazało dziewczynom to zostawić - "my to zrobimy". Jak widzę takie sytuacje, z pozoru bardzo proste, to nabieram wiary w ludzi, w to że jeszcze można sobie bezinteresownie pomóc. Napełniło mnie to optymizmem. Owe dziewczyny chyba tez, bo ulgi na ich twarzach były wymalowane :)



Podyskutujemy?







Madame Cogito
xoxo

środa, 7 maja 2014

Podstawą jest grać fair

   Historia autentyczna, z takim przypadkiem miałam okazję się spotkać. Muszę dodać, że jej przebieg z ilością fałszu ponad miarę szczerze mnie zasmucił. Czy Pani Z zrobiła coś złego? Teoretycznie nie, nie skłamała, zataiła prawdę, ale chwila moment, zawsze myślałam, że jedno równa się drugiemu.
Jaka jest Wasza definicja związku? Na czym ma polegać, opierać się i co jest fundamentem dobrego związku? Osobiście mam proste zasady i pogląd na to, trzy sprawy: szczerość, lojalność, zaufanie. Jeśli dodać do tego zrozumienie, rozmowę i wspólne rozwiązywanie problemów otrzymamy związek idealny. O tyle jestem szczęściarą, że poznałam taką parę. Nie wyobrażacie sobie jaka to przyjemność patrzeć na nich, jak wzajemnie się uzupełniają, jak rozkwitają.
   W naszym świecie spokojnie mam prawo nazwać ich ewenementem, więc zajmijmy się teraz bardziej przyziemnym zachowaniem.
   Otóż pewna piękna, utalentowana Pani Z jest ze swoim chłopakiem, czas w tej historii jest mało ważny. Moje uczucia wobec tych osób również. Układa im się, nie można powiedzieć, że nie, skoro dalej są razem. Przecież "kochasz to jesteś, nie- to nara, piątka", proste. Wiadomo są wzloty i upadki, nic nowego. Pani Z poznaje faceta. Skromnie muszę przyznać, że nieprzeciętnego. I owszem, przecież to nic złego, że porozmawiają, uśmiechną się do siebie, napiją piwa. Komplikacje zaczynają się, kiedy mogliby oczekiwać od siebie ciut więcej. Jednak Pani Z zataja kluczową prawdę, nie ma zamiaru przyznać się czy chociażby napomknąć, że jest "zajęta". Co więcej, oczekuje, że bliskie jej osoby również z ową prawdą nie będą się wychylać. Stop. Jak można oczekiwać od kogoś, że skłamie wbrew swojej moralności?
   Teraz czas dla Was, podstawcie pod moich bohaterów sobie bliskie osoby lub samych siebie i spójrzcie na tą sytuacje jakby Was dotyczyła. Inaczej prawda? Jak się zachować? 

Jeśli wydaje się Wam to trudne to sprostuję, jako osoba trzecia, zwyczajny obserwator, nawet mimo uczuć mówię twardo: zasady. Koniec tej historii jest mi nieznany. Mogę wymyślać, fantazjować, niestety każdy mój scenariusz maluje się ciemnymi kolorami. Ktoś na tym ucierpi, którekolwiek z fantastycznej trójki. Czysty egoizm zasłania nam oczy, przez nasze pragnienia łatwo zrobić komuś krzywdę mimo, że później powiemy "niecelowo! chciałem/am być szczęśliwa". Ależ bądź sobie kumpel, proszę Cię bardzo, podpowiem Ci jednak:
najpierw kończy się jedno, później zaczyna drugie. Tak proste, a może zaoszczędzić sporo bólu.



Zapraszam do dyskusji :)





Madame Cogito
xoxo

wtorek, 6 maja 2014

Uważaj na metki

, czyli znaczenie słów



   Czy nie za często nadajemy ludziom miano na jakie zupełnie nie zasługują?
Zupełnie nie zastanawiamy się nad znaczeniem i wagą naszych słów. Co oznacza dla Was słowo "przyjaciel"? Co przez to rozumiecie? Przystańcie, zastanówcie się przez chwile. Jak ważną osobą w naszych marnych życiach, jest osoba z metką przyjaciela?
   Czy mieliście kiedykolwiek tak, że zazdrościłyście swojej najlepszej przyjaciółce chłopaka, ciuchów, butów, urody? Tego, że przystojniak zawsze najpierw spojrzał na nią, później ewentualnie z łaski na Ciebie? Czy Wy Panowie, nigdy nie zazdrościliście kumplowi fury czy dziewczyny? Czy nie zazdrościłeś nigdy hajsu, pracy, relacji rodzinnych? Zdarza się co?
   W takim razie jak można nazwać kogoś przyjacielem? 
   Otóż ja, nigdy nie zazdrościłam moim przyjaciółkom urody, chłopaka czy dobrych ocen, ponieważ zawsze cieszyło mnie to, że są szczęśliwe, piękne, że im się układa. Czy przyjaźń można łączyć z zazdrością? Nie. Wniosek jest prosty i niektórym jednak nieznany, gdzie jest zazdrość - tam nie ma przyjaźni. 
   Miłość, przyjaźń, życzliwość to dawanie czegoś od siebie, a nie ciągłe czegoś oczekiwanie. Prosty przykład, w naszym materialnym świecie pewnie najdosadniejszy. To tak jakbyś ciągle zabierał komuś hajs i oczekiwał dodatkowo, żeby Cię kochał i szanował. Czy Ty chciałbyś, żeby ciągle Ci coś zabierano?
   Emocje i uczucia są reakcjami łańcuchowymi, zdrowe relacje, tj. prawdziwe działają tak -
   Ty dajesz szczęście, dostajesz szczęście.
Wystarczy tylko zauważyć co warto docenić i jak wiele można zyskać budząc własne chęci. O ile łatwiej byłoby spojrzeć najpierw na siebie, później na innych. Mamy narzędzia do zmian we własnych dłoniach. Wystarczy otworzyć umysł i wysilić się na spojrzenie sercem. Uwierzcie, wcale nie czyni nas to słabszymi.


Bardzo bym chciała, żebyście dołączyli do dyskusji, wyrazili swoje zdanie na ten temat :)








Wkrótce dowiecie się więcej, warto poczekać
Madame Cogito,
xoxo